Pani Benton ze łzami w oczach opowiadała, jak bardzo się zmartwiła, gdy się dowiedziała o wypadku, i zapytała, czy mogłaby zobaczyć Pollyannę. Panna Polly odmówiła:
— Na razie nie wolno jej jeszcze nikogo widywać. Potem: być może!
Ale pani Benton, wychodząc, zwróciła się do panny Polly:
— Czy jednak nie zgodziłaby się pani powiedzieć coś Pollyannie w moim imieniu?
— Ależ naturalnie, proszę pani, z przyjemnością!
— A więc niech jej pani powie, że noszę to — i wskazała na kołnierzyk i krawat.
Następnie, widząc, że panna Polly patrzy na nią ze zdziwieniem, dodała:
— Siostrzenica pani od dłuższego czasu namawiała mnie, bym przestała nosić czarny kolor i włożyła na siebie coś kolorowego, więc myślę, że się ucieszy, dowiedziawszy się, że jej usłuchałam. Mówiła mi zawsze, że najbardziej by się z tego ucieszył Fred, a pani wie przecież, że Fred to jest wszystko, co mi jeszcze pozostało na świecie, wszyscy inni...
Pani Benton nie dokończyła, odwracając się pośpiesznie.
— Niech pani jej to powie! Ona zrozumie — dodała, kierując się ku wyjściu.