— Przecież obiecałam pani! Czyż pani nie pamięta, jak będąc u pani zeszłym razem, obiecałam wyszukać coś, z czego mogłaby pani być zadowolona, nawet leżąc przez cały dzień w łóżku?

— No, tak, przypominam sobie, ale nie myślałam, żeś mówiła to poważnie.

— Jak najpoważniej, proszę pani — odparła Pollyanna. — I znalazłam! Co prawda, było to niełatwe i muszę się przyznać, że przez długi czas nie przychodziło mi nic do głowy, lecz w końcu znalazłam!

— Hm... Ciekawa jestem, co to jest — rzekła pani Snow tonem niedowierzającym i trochę drwiącym.

Pollyanna chwileczkę milczała, a potem zaczęła uroczyście:

— Otóż myślę, że pani powinna cieszyć się z tego, że nie wszyscy zmuszeni są, tak jak pani, pozostawać w łóżku... bo... — dodała pośpiesznie, widząc rozgniewany wzrok pani Snow — ...wtedy i ja bym leżała i nie mogłabym przyjść do pani i przynieść jej smacznych rzeczy! A teraz nauczę panią tej gry!

I Pollyanna opowiedziała pani Snow o paczce misjonarskiej, o kulach i o lalce, której nie otrzymała.

Zaledwie skończyła opowiadanie, gdy we drzwiach stanęła Milly, oznajmiając, że panna Polly telefonowała, prosząc, żeby Pollyanna wracała, gdyż czeka na nią lekcja muzyki.

— Ha, trudno! — rzekła na to Pollyanna. — Skoro ciocia mnie wzywa, muszę iść, lecz jestem zadowolona, że choć tyle czasu mogłam być z panią! Nieprawdaż, proszę pani?

Odpowiedzi nie było, lecz Milly, która w tej chwili podeszła do matki, zauważyła dwie duże łzy ściekające po policzkach chorej.