— Do widzenia — wołała Pollyanna, już zbliżając się do drzwi. — Przykro mi bardzo, że dziś nie uczesałam pani, ale cieszę się, że będę mogła to zrobić następnym razem! Do widzenia!

*

Tak spędzała czas Pollyanna, radosna zawsze i wesoła, nie szczędząc ciotce swych zachwytów nad wszystkim, zapewniając często, że się ogromnie cieszy, iż mieszka u niej.

— Wszystko to bardzo pięknie, Pollyanno — odpowiadała zazwyczaj na te wyznania panna Polly tonem oschłym i znudzonym. — Cieszy mnie wielce, że ci tak przyjemnie u mnie, lecz chciałabym, żeby ten czas był dla ciebie również pożyteczny. Bo gdyby tak nie było, nie spełniłabym swego obowiązku wobec ciebie.

Pollyanna zwykle odpowiadała na to serdecznie, co zawsze zupełnie rozbrajało pannę Polly.

Pewnego razu jednak, podczas jednej z lekcji szycia, których panna Polly udzielała siostrzeniczce osobiście, Pollyanna wszczęła na ten temat rozmowę:

— Więc ciocia powiada, że nie wystarcza, jeśli spędzone dni są tylko radosne? — zapytała.

— Naturalnie, że nie. Muszą być i pożyteczne — odparła panna Polly.

— Jak mam to rozumieć? — pytała dalej Pollyanna.

— To znaczy, że każdy spędzony dzień musi być z pewną dla ciebie korzyścią. Co za dziwne z ciebie dziecko! — dodała ciotka.