— A więc to, co przyjemne, nie zawsze jest korzystne?

— Pewnie, że nie.

— Ach, jaka szkoda! — zawołała Pollyanna ze szczerym zmartwieniem w głosie. — Wobec tego ciocia nie mogłaby bawić się w tę grę!

— W jaką grę?

— Tę, co ojciec...

Lecz w tej chwili przykryła paluszkami usteczka i bojaźliwie spojrzała na ciotkę.

Panna Polly zmarszczyła brwi.

— Na dziś wystarczy — odpowiedziała szorstko. — Lekcja szycia skończona!

Tego dnia po południu, wychodząc ze swego pokoiku, Pollyanna spotkała ciotkę idącą na strych.

— Ach, ciociu, jaka ciocia dobra! Ciocia przychodzi pewnie mnie odwiedzić! Boże, jak się cieszę! Ja tak lubię, gdy ktoś do mnie przychodzi — mówiła, otwierając szeroko drzwi swego pokoiku.