— A może — przerwał „Pan” swym zwykłym ponurym głosem — powinienem cieszyć się i z tego, że mam przy sobie sanitariusza, doktora i tę kobietę w kuchni?
— Ależ naturalnie, proszę pana. Niech pan tylko pomyśli, jakby tu było smutno, gdyby ich nie było!
— Tak myślisz?
— Naturalnie! Przecież pan leży w łóżku, więc co by pan robił bez ludzi?
— Właśnie cała rzecz w tym, że leżę w łóżku. Ale nie mogę przecież być zadowolony z tej kobiety, która mi wszystko wywraca do góry nogami, mówiąc, że robi porządki, albo z tego sanitariusza, który jej pomaga, a mówi, że mnie pielęgnuje, lub też z doktora, który tylko ich popiera, a wszyscy troje każą sobie za to dobrze płacić.
— Teraz rozumiem — odparła Pollyanna ze współczuciem w głosie. — Naturalnie, że trudno jest tak od razu rozstać się z tym, co się oszczędza przez lata!
— Co chcesz przez to powiedzieć, dziecko?
— Mówię o pieniądzach, które pan, odmawiając poniekąd sobie, oszczędza i odkłada dla dzikich pogan. Widzi pan, że ja wiem o tym. I dlatego też doszłam do wniosku, że pan tylko zewnętrzny wygląd ma taki surowy i ponury, a w rzeczywistości jest pan bardzo dobry! Nancy mi to powiedziała.
— Nancy powiedziała ci, że ja oszczędzam pieniądze dla dzikich? Któż to jest Nancy?
— Nasza Nancy, która pracuje u cioci Polly!