— U cioci Polly? A któż to jest ciocia Polly?
— Panna Polly Harrington. Mieszkam u niej.
— Panna Polly Harrington? I ty u niej mieszkasz?
— Jestem jej siostrzenicą, córką jej siostry, która już dawno nie żyje — odpowiedziała Pollyanna wzruszonym głosem. — A gdy niedawno straciłam i ojca i nie miałam już nikogo, prócz pań z dobroczynności, ciocia Polly wzięła mnie do siebie!
„Pan” nic nie odpowiedział, lecz twarz jego zbladła tak raptownie, że Pollyanna aż się przestraszyła.
— Chciałabym już odejść — powiedziała — przypuszczam, że galaretka będzie panu smakowała!
Na te słowa pan Pendleton otworzył oczy i spojrzał na nią wzrokiem takim jakimś dziwnym, że Pollyanna stanęła zmieszana.
— A więc ty jesteś siostrzenicą panny Harrington? — spytał łagodnie po chwili.
— Tak jest, proszę pana.
Wzrok chorego był wciąż tak badawczo skierowany na twarzyczkę dziewczynki, aż ta wreszcie spytała: