— Tak tu boli, tak boli... A może byś ty jednak spróbowała gdzieś dostać jeszcze — mówi nieśmiałym, drżącym głosem.
Ona smutno skinęła głową i podeszła do okna.
— Wszędzie byłam — mówi głuchym, beznadziejnym głosem — wszędzie byłam, nikt już nie pożyczy!
A on znów staje i strasznym głosem krzyczy na nią:
— Słuchaj, przecież dzisiaj rano był jeszcze kawał chleba. Dlaczegoś o mnie nie myślała, dlaczegoś mi go nie zostawiła — mówi groźnym głosem, zbliżając się coraz bardziej do niej.
Ona przycisnęła się do okna i drżąca ze strachu mówi:
— Dzieciom dałam!
Nagle on zmienia głos.
— A ty? — mówi miękko, czule.
— Ja? Nie — ojcze... ja nie jadłam. — I nagle łzy wciskają jej się do oczu, ale zaraz energicznie je wyciera. — Przecież to nie pierwszy raz — dodaje z gorzkim uśmiechem.