Wie, że musi skończyć ze sobą, że nie wytrzyma dłużej tamtego wzroku i że go to wyzwoli.
I dziwnie zimny, dziwnie spokojny stał się od chwili tego postanowienia.
Automatycznie wykonywa52 wszystkie czynności.
Wybiera silną gałąź, zawiązuje sznur na niej, robi pętlę...
Teraz wchodzi na drugą gałąź i z wolna, z wolna przesuwa głowę przez pętlę.
Siedzi teraz na drzewie i patrzy głucho w ziemię.
— Więc koniec — myśli — więc koniec...
Oczy jego patrzą błędnie na pole, na drogę, na niebo. Żal duszący ściska go za gardło.
— Więc to wszystko mam opuścić, opuścić — myśli półświadomie...
Nagle krzyczy nieludzkim rykiem.