Było cicho, jak przedtem, tylko z podwórza dolatywał szmer bawiących się dzieci.
Ogarnęła ją nagle tęsknota za wiosennym powietrzem.
Wolno podeszła do okna i otworzyła je.
Powietrze, przesiąknięte jakąś dziwnie świeżą, wiosenną, odurzającą wonią, uderzyło pełną falą do pokoju.
Całą piersią wchłaniała to powietrze, drgające życiem.
Zamknęła oczy i przez chwilę czuła się znów młoda i pełna nadziei.
Głosy dziecięce wesoło rozlegały się po podwórzu, tak jakoś radośnie, że na chwilę zapomniała o wszystkim, zapomniała o chorobie, o zbliżającej się śmierci i, wyciągając szeroko ramiona, uśmiechała się słonecznie do światła, do wiosny.
Wzrok jej padł na grupę bawiących się dzieci.
Przyglądała się im z wielkim zajęciem. Bawiły się z ożywieniem, kłóciły między sobą, godziły się znów i to wszystko tchnęło taką radością życia, taką rozkoszą poruszania się, oddychania świeżym powietrzem, taką pewną nadzieją szczęścia i słońca, że przez chwilę dusza jej napełniła się wiosenną rozkoszą lat dziecinnych.
Z uśmiechem na ustach przyglądała się w dalszym ciągu.