Dreszcz go przeszył.

Pociągnął derkę, przykrył się.

I znów zagłębił się w to jedyne dręczące go bezustannie zamyślenie.

„I znów nic” — powtarzał głucho jakiś głos w jego głowie, niby młot uderzający raz po raz w jakieś bolące miejsce.

Dwa miesiące temu posłał.

Od sześciu tygodni znajduje się w gorączkowym oczekiwaniu.

I znów — nic.

Czemu to? Czemu?

Podnosi się na łóżku.

— Muszę, muszę — szepcze w głos.