By zrozumieli, dlaczego kochają to życie w namiętnym pragnieniu, by zrozumieli, że gdy je napełniasz, to staje się błogim bez granic.
By ludziom się oczy ślepe rozwarły, by życia pojęli rozkosze, rozkosze bólu, rozkosze radości, gdy w Tobie są odczuwane.
Och, zejdź, wielkości, och, zejdź!
Och, przyjdź, wielkości, ze swoim światłem, och, przyjdź w ciemnotę wszechwładną do tych, co w rozpaczy w noc czarną wpatrzeni świtu czekają w tęsknocie!
Och, przyjdź!
Och, pójdź, och, pójdź do tamtych, co płaczą, co rwą się w rozpacznych walkach, by w Twoim duchu to jedno wybrali, co Twoja potęga nakaże!
Och, przyjdź i pociesz wijących się z bólu, ach, nachyl się nad ich duszą, mów o Twym państwie bez granic, bez końca, aż ból ich w nim cały utonie!
Och, pójdź, och, pójdź do ciasnych i nędznych, do tych, co, utonąwszy w jednej jedynej myśli o sobie, zerwali swą łączność z ludzkością!
Och, wejdź, wejdź w ich serca, by zrozumiały te bóle, co ziemię targają, by, Twemi dziećmi się stając, zmienili swą duszę szarą i małą.
Och, zejdź, och, zejdź, och, zejdź!