Szeroko rozciągnęła ręce, oczy zabłysły rozkoszą nadziei.

— Więc trzeba się uczyć!

Westchnęła z lekka, wzięła znów kajet do ręki i usiadła, ale po chwili położyła rolę i oparła rękę o stół.

— I 2400 rubli, i to na początek — pomyślała. — Nie będzie już biedy nigdy, będzie mogła sprowadzać doktorów dla Halinki, może będzie mogła pojechać z nią do jakiejś kąpielowej miejscowości, gdzie ją wyleczą z tej sercowej choroby.

Westchnęła głęboko.

— Żeby nie ta choroba, nie ta choroba! — I smutek powlókł jej twarz. — Ale doktor przecież jeszcze dawał nadzieję...

Nagle się zerwała.

— Nie, teraz naprawdę muszę... — wyszeptała energicznie.

I zaczęła studiować. Studiowała z całym zajęciem, z całą energią, niektóre miejsca powtarzała po kilka razy, stawała przed lustrem, aby krytykować swoje pozy, i znów siadała i zatapiała się w czytaniu. Coraz głębiej nachylała swą rozgorączkowaną twarz nad cienkim zeszytem, bo zmrok coraz bardziej gęstniejący zalewał pokój. Wreszcie musiała przerwać. Zauważyła dopiero teraz, że się ściemniło.

Obudziła się jakby ze snu, potem wstała i rozkosznie przeciągnęła się.