I słucha”.

Nagle znów opuściła kajet.

— Nie, ja na serio powinnam pójść do mego maleństwa.

Podeszła do drzwi, lecz znów się zatrzymała.

— Kiedy ja nie mogę — powiedziała głośno, jakby usprawiedliwiając się sama przed sobą — przecież muszę jutro dobrze grać — muszę!

Podeszła do okna i poczęła myśleć o jutrzejszym występie.

Miał to być jej pierwszy występ na scenie większego teatru.

Była dotychczas artystką prowincjonalną, ale pewnego dnia zwróciła na siebie, przez wielką szczerość swej gry, uwagę znanego dyrektora, który jej obiecał debiut w Lenie, a jeżeli się będzie podobała krytyce i publiczności, to miał zaangażować ją na stałe.

Stoi ona teraz przy oknie i marzy.

Tak, tak, będzie ona grała jutro całą duszą, całym swym uczuciem i zrozumieniem, stanie się inkarnacją27 tej Leny, o tak! Będzie musiała się podobać i wtedy — droga do sławy będzie dla niej otwarta. Ale nie sława nęci ją przede wszystkim. O nie! Dadzą jej teraz role wspaniałe, wielkie, które będzie mogła przeżywać i w które będzie mogła swą bogatą indywidualność przelać. O, jakie szczęście!