Nagle drgnęła i z przestraszonym wzrokiem jej oczy wpiły się w czarną przestrzeń pokoju.
Usłyszała znów głos doktora: „jeżeli taki atak się powtórzy, to ja za nic nie ręczę”.
Śmierć!
Długi, chłodny dreszcz z wolna prześlizgnął się po jej całym ciele, przenikał ją coraz głębiej.
— Nie, nie, to nie może być! — rzekła prawie głośno, ściskając kurczowo ręce.
Wydało jej się czymś tak nienaturalnym, żeby jej dziecko miało umrzeć, tak nieprawdopodobnym, że nagle się uśmiechnęła.
— Ależ to głupstwo, to on tylko straszy — szepnęła z widoczną ulgą.
Nagle usłyszała, jak ktoś drzwi otwierał.
Była to służąca powracająca z teatru.
— Proszę pani — zawołała dziewczyna cała zasapana we drzwiach pokoju.