Tu cicho, ale głęboko westchnęła.

Wzięła kartkę papieru, na której napisała, że wobec niebezpiecznego stanu córki w żaden sposób w dzisiejszym przedstawieniu nie może brać udziału.

List przez służącą zaraz posłała do teatru.

Wróciła do pokoju, w którym leżała Halinka. Przyjęła ją takim promiennym uśmiechem, że uczucie macierzyńskie wzięło w niej górę.

Pocałowała dziecko cicho w czoło; jakiś chwilowy, wielki spokój ogarnął ją.

— Ja teraz trochę spać będę — dobrze mamusiu?

Trzymając matkę za rękę, zamknęła oczy i ze spokojnym uśmiechem na ustach zasnęła.

Matka siedziała przy niej.

I teraz znów chaos przeróżnych myśli zaczął mącić tę wielką, błogą ciszę.

Widziała przed sobą scenę, na której miała dziś wystąpić, słyszała siebie samą grającą, potem nagle jakieś oklaski. Zamknęła oczy i przez chwilę oddała się tym obrazom.