— Na razie nie. Niech pani daje jej krople, które zapisałem i niech dziecko zachowuje absolutny spokój, najważniejsze zaś jest, żeby nie było takiego ataku, bo w takim razie za nic nie ręczę. Jutro rano znów przyjdę.
Chciał już wyjść, gdy przypomniał jej się dzisiejszy debiut w Lenie.
— Panie doktorze, proszę pana na chwilę.
Wrócił do niej.
— Jestem artystką i właśnie dzisiaj mam debiut, od którego wszystko zależy, cała moja przyszłość. Co ja mam robić? Czy można dziecko zostawić? — spytała niespokojnym głosem.
Doktor nachmurzył czoło i milczał przez chwilę. Wreszcie z wolna powiedział:
— Jeżeli dziewczynka panią chętnie puści, to owszem, jeżeli nie, to stanowczo nie radzę, bo to wzruszenie mogłoby się bardzo, bardzo źle odbić na jej zdrowiu. Niech pani się dobrze zastanowi. — I wyszedł.
A ona weszła znów do pokoju, w którym leżało chore dziecko i chciała spytać się nieśmiałym głosem, czy może je opuścić, ale Halinka wyciągnęła ręce do matki i ze łzami w oczach, błagającym tonem rzekła:
— Mamusia już mnie dzisiaj nie opuści — prawda mamusiu?
Energicznym ruchem nachyliła się nad dzieckiem, pocałowała je mocno w czoło i podeszła do biurka.