— A dziecko, a Halina?!
I znów ją ogarnia niepokój macierzyński. Co Halinka robiła przez cały długi wieczór? Czy jej czasem nie gorzej? I w gorączkowym pośpiechu zaczyna się ubierać.
Już stoi przed lustrem, by włożyć kapelusz, ale nagle opada jej ręka i tępym wzrokiem patrzy przed siebie.
Jakaś straszna niechęć wrócenia do tego smutnego domu ogarnęła ją.
I znów siada na kanapie i, przytuliwszy się do poręczy, zakrywa twarz ręką.
Jeszcze trochę, jeszcze chwil kilka myśleć tylko o sobie, o swej przyszłości, zapominając o wszystkim smutnym!
Jak ona się teraz rozwinie, pokaże im wszystkim, co ona może! Oho! Zobaczą oni!
Taki wielki przypływ sił czuje w sobie. Jak ona teraz pracować będzie, studiować, grać!
Nagle się zrywa.
Ujrzała, jakby w halucynacji, twarz dziecka swego pełną niewysłowionego żalu i smutku...