Prędko się ubiera i wychodzi na ulicę.

Czeka na nią jeszcze garstka entuzjastycznej młodzieży, przyjmująca ją okrzykami.

Kłania się na prawo i na lewo, uśmiecha się jeszcze raz i, aby się od nich uwolnić, siada czym prędzej w dorożkę przejeżdżającą i wraca do domu.

Podjeżdżając, wychyla głowę z dorożki i niespokojnym wzrokiem szuka swoich okien.

Wszędzie ciemno, pewnie Halinka już śpi.

Wchodzi cicho na schody, ostrożnie wkłada klucz w zamek i na palcach wsuwa się do mieszkania.

Cicho — nikt się nie rusza. Zdaje jej się, jak gdyby martwa cisza panowała wszędzie.

Ostrożnie podchodzi do sypialnego pokoju i zapala małą nocną lampeczkę, aby dziecka nie obudzić.

Podchodzi do kanapy, na której sypia dziewczynka.

Halinka leży nierozebrana i szeroko rozwartymi oczyma wpatruje się w matkę.