A ta szeroko otwartymi oczami spojrzała na matkę i lekko ją odsunęła.

— Nic mi nie jest, niczego mi nie potrzeba.

Matka podeszła do stołu, wzięła stojące na nim uspokajające krople i dała je dziewczynce.

Spostrzegła, że butelka była prawie pusta. Halinka musiała podczas nieobecności matki dużo wypotrzebować39.

Milcząc poszły obie spać.

Chciała ucałować i popieścić swe dziecko, ale ono chłodno przyjmowało jej pieszczoty. Była bardzo zaniepokojona tym dziwnym milczeniem; siedziała długo i patrzyła na dziewczynkę. Przeczuwała, że podczas jej nieobecności dziecko bardziej cierpieć musiało.

Westchnęła głęboko, pocałowała dziecko w czoło i odeszła.

Gdy już leżała w łóżku, w ciemnym pokoju, zaczęła smutno rozmyślać o Halinie, o tym, co doktor dzisiaj powiedział: „jeszcze jeden taki atak, a ja za nic nie ręczę”.

Zimny pot oblał jej czoło.

Podniosła się nagle na wpół na łóżku — nie, nie, to być nie może, nie, nie wierzyła. To niemożliwe, niemożliwe! I chciała znów myśleć o dzisiejszym wieczorze triumfu.