„A jednak, gdyby nie żyła, nie mogłaby przeszkadzać” — mówił jakiś głuchy głos — nie, nie, nie — zatykała sobie uszy, jak gdyby te głosy przychodziły z zewnątrz, i całą twarz ukryła w poduszkę, żeby się zagłuszyć — nie nie, nie — i ciężko zaczęła jęczeć: — o-o-o!

— Mamusiu, mamusia nie śpi? — usłyszała głos cichy i miękki dziecka, zerwała się natychmiast i pobiegła do niego.

— Ty moje jedyne kochanie, ty moje! — Jęła płakać, szlochać rozpacznie, obejmując dziecko i tuląc je do siebie, przez długi, długi czas...

Na drugi dzień wstała dość późno, czuła się złamana i strasznie zgnębiona.

W nocy, gdy odeszła od Halinki, długo jeszcze rozpaczliwie płakała, tłumiąc łzy w poduszkach.

A jednak dziś znowu Leną była na afiszu i miała, i musiała grać.

Przez cały dzień siedziała przy Halince i pielęgnowała ją.

Dziecko było dzisiaj bardzo niespokojne i osłabione.

Nadszedł wieczór.

Stanęła przed lustrem, nakładała kapelusz.