— Mamusiu, mamusia znów idzie? — Dziewczynka westchnęła głęboko.

Podeszła do Halinki i głaskała ją czule po czole.

— Och, żeby się tak mamusia została, mnie tak źle bez mamusi...

— No, złotko, jutro znów cały dzień będę z tobą razem, a teraz będziesz dobra i grzecznie zaśniesz, prawda, kochanie?

— Kiedy ja nie mogę bez mamusi — załzawionym głosem rzekła Halinka.

Matka głaskała ją ciągle po czole, lecz podczas gdy palce pieściły twarz dziecka, słyszała znów ze straszną wyrazistością:

— Jak to tak można mamie przeszkadzać!

Prędko pocałowała dziecko w czoło i wybiegła.

Strasznie ją głowa bolała i straszna rozpacz dusiła.

— Czemu ja o tym myślę, czemu o tym myślę, jak ja mogę coś podobnego myśleć, że ona mi przeszkadza, że byłabym wolniejsza, gdyby... nie, nie, nieprawda!! Czemu ja o tym myślę, przecież ja ją kocham. — I machinalnie stanęła i jęła się przypatrywać rzeczom w oknie wystawionym. — Przecież ja ją kocham, przecież ja ją tak szalenie kocham! Ty dziecko, ty moje jedyne, kochane! — Nagle uczuła wielki przypływ czułości. — Ty, moje najdroższe, ty, moje jedyne kochanie — mówiła półszeptem i łzy wstąpiły jej do oczu.