Halinka się widocznie poprawiła, czuła się lepiej i była weselsza — ataki ani razu się nie powtórzyły.

Doktor zrobił nadzieję, że może żyć jeszcze długie lata. Cieszyła się całą pełnią macierzyńskiej miłości z tego polepszenia i miłość jej dla dziecka swego stała się jeszcze tkliwsza, pełniejsza.

Pierwszego poobiedzia, gdy wyszły na spacer, wstąpiły do kurhauzu44. Halinka przypatrywała się grającym dzieciom, matka czytała kurier.

Jak dawniej, szukała przede wszystkim rubryki z teatru.

Była dziś krytyka o Norze wystawionej w ostatnich czasach.

Zaczęła czytać z wielkim zajęciem i, w miarę wczytywania się w szczegóły ról, rosła w niej jakaś gorączka, która wzmagała cię coraz bardziej. Przeżywała teraz w duszy wszystkie te sceny, w których miała brać udział, w których miała żyć. Straszna tęsknota za teatrem ją ogarnęła. W namiętnym pragnieniu wyciągała w myśli ręce do niego...

„Żałujemy tylko — kończył krytyk — że nasza znakomita artystka NN (czytała swoje nazwisko) wskutek choroby swej córeczki, opuszczając nas, nie mogła odtworzyć tej roli. Wtedy dopiero l...ska publiczność byłaby poznała i zrozumiała całą głębię tego genialnego utworu”.

Opuściła kurier.

Wzrok jej spotkał się ze wzrokiem Halinki.

— Czy mamusia co ciekawego znalazła, że mamusia z takim zajęciem czytała? — spytała Halinka.