— Nie, nie, nie — odrzekła, gorączkowo wstając — chodźmy, chodźmy...

— Mamusiu, niedobrze mi — rzekła dziewczynka w domu, opadając na kanapę.

Nie zaraz odpowiedziała.

Myślała o Norze i o słowach krytyka: „gdyby pani NN była odtworzyła rolę Nory, publiczność byłaby zrozumiała całą głębię genialnego utworu”.

I nagle usłyszała wyraźnie, zupełnie wyraźnie, głos dyrektora żegnającego się z nią: „to grzech, co pani robi, powiadam pani — grzech!”.

Tak, to grzech, to grzech, powtarzała sobie, ja mam prawo rozwijać się, ja powinnam rozwijać się swobodnie, a to grzech, to grzech...

Zupełnie zapomniała o skardze córki.

A kto temu winien, że nie jesteś wolna? — pytało się coś w niej.

Dziecko! — odpowiedział jakiś głuchy głos.

— Mamo, mamo, boli! — powtórzyła w tej chwili dzieweczka.