Otrząsnęła się i podeszła do niej...

Przez całą noc męczyły ją znów stare rozmyślania, stara walka, stare wyrzuty...

Na drugi dzień wstała w strasznej apatii.

Już nie była nawet w stanie gryźć się starymi myślami.

Wielka martwota ogarnęła ją całą.

Halinka miała się znów gorzej.

Pielęgnowała ją z całym ogromem macierzyńskiej miłości, z całą niezmierną tkliwością, chcąc choć w części powetować swą winę.

Ale dziecko do zdrowia nie wracało.

Doktor odchodził z coraz poważniejszą miną.

Kiedyś dłużej niż zwykle auskultował dziecko, potem smutnie pokiwał głową.