Odprowadziła go do przedpokoju.

— Panie — rzekła drżącym głosem — co pan myśli o Halince?

— Nie mogę przed panią ukrywać — rzekł ze smutnym spojrzeniem — życie dziecka musimy liczyć na tygodnie, jeżeli nie na dni.

— Ależ panie! — krzyknęła. — Przecież pan sam mówił jeszcze dwa dni temu, że może żyć długie lata.

Wzruszył ramionami.

— Omyliłem się, pani. Zresztą w tych chorobach nic pewnego powiedzieć nie można, ale według wszelkiego prawdopodobieństwa...

Pożegnał się i wyszedł.

Cała drżąca wróciła do Halinki.

Jęła ją głaskać po twarzy, pieścić, całować namiętnie, rozpacznie...

Przez kilka dni stan zdrowia Halinki się nie zmienił.