— Szabel nie można — za duże, ale pistolety...
— I kindżały...
— A jakże... Naboje do pistoletów też...
— Tylko, Olek, z całej siły kopać... z całej siły...
— Bo drugi raz już tak nie zdarzy się...
— Już ty mnie nie ucz, Janek, jak sam...
— Chodźmyż prędzej!
— Prędzej, prędzej!
Zniknęli w ciemnej kaplicy dębowej i nic już w lesie słychać nie było oprócz dwu pieśni słowiczych, które tony i trele zachwycone, rozmarzone, romantyczne, to razem, to na przemian rzucały pod świecące nad ciemnym, nad cichym lasem gwiazdy.