Przy trzecim wierszu, z silnemi barytonowemi ich głosami zmieszał się cienki, ale czysty głos Jadwigi.

«Zstąpił Pan chwały wielkiej,

Uniżył się wysoki;

Pałacu kosztownego żadnego

Nie miał zbudowanego.

Pan wszego stworzenia...»

Pieśń coraz głośniej, coraz raźniej przez trzy głosy wyśpiewywana, przepełniła ściany pokoju i przez okna wydobyła się na duży, cichy dziedziniec, gdzie pomiędzy ziemią usłaną śniegiem, a niebem gwiazdami usianem, połączyła się z wychodzącemi z za innych okien takiemiż samemi dźwiękami. U ślusarza Michała, u szewca Jerzego i w innem jeszcze miejscu i w innem, tę samą pieśń śpiewano, i tę samą, jakby dla wtóru, grała na fortepianie panna Karolina. Wkrótce z tym śpiewnym, przytłumionym szmerem połączył się poważny i w mroźnem powietrzu donośnie rozlegający się dźwięk dzwonów kościelnych.

— Na Pasterkę dzwonią — zauważył Aleksander, i ku zdziwieniu spostrzegł, że Jadwiga, patrząc w okno, parsknęła śmiechem.

Tuż za oknem widać było futrzany kołnierz, z którego wyrastała wielka twarz, wysokiem garnirowaniem kaptura otoczona, i zabrzmiał głos wyraźnie do pokoju dochodzący:

— Moje uszanowanie pannie Jadwidze! A panna Jadwiga z kawalerami mile chwile spędza!