Kupiec poskoczył na środek sklepu.
— To ta kobieta tak nagle wybiegła! — zawołał. — Pewno ukradła cokolwiek.
Młody pan zwrócił się także ku drzwiom.
— W istocie — rzekł z uśmiechem spoglądając na marmurową płytę. — Ukradła mi trzyrublową asygnatę. Jedną tylko miałem taką, a teraz nie ma jej tu...
— Ach, niegodziwa żebraczka! — krzyknął kupiec. — Jak to? W moim sklepie kradzież? Tuż pod mymi oczami? Ach, bezczelna!
Przyskoczył do drzwi i otworzył je na oścież.
— Rewirowy! — stojąc na progu krzyknął donośnym głosem. — Rewirowy!
— A czego pan życzy sobie? — ozwał się głos z ulicy.
Żółta blacha błysnęła na piersi człowieka, który stanął na chodniku pod strugą światła buchającego ze sklepu.
— Tam — rzekł kupiec dysząc z gniewu i palcem wskazując ulicę. — Tam pobiegła kobieta, która przed minutą ukradła w sklepie trzy ruble!