— Pani to byłaś zawsze dobra dla mnie — zawołała dziewczyna — służyłam u pani cztery lata i nigdzie nie było mi i nie będzie już lepiej jak u pani.
Rzekłszy to przeciągnęła po oczach zwilżonych łzami rękę, na której znaczne były ślady igły i żelazka, ale kobieta pochwyciła rękę tę zgrubiałą i uścisnęła ją silnie w swych białych, drobnych dłoniach.
— A teraz, Zosiu — rzekła — bądź zdrowa...
— Ja panią odwiozę do nowego mieszkania — zawołała dziewczyna. — Zaraz zawołam dorożki.
W kwadrans po tej rozmowie dwie kobiety i dziecię wysiadały z dorożki przed jedną z kamienic przy ulicy Piwnej6 stojących.
Kamienica to była wąska od frontu, ale wysoka, trzypiętrowa, pozór7 miała stary i dość smutny.
Mała Jancia szeroko otwartymi oczami patrzyła na ściany i okna budowy8.
— Mamo, czy tu mieszkać będziemy?
— Tu, moje dziecko — cichym zawsze głosem odparła kobieta w żałobie i zwróciła się do stojącego w bramie stróża:
— Proszę pana o klucz do mieszkania, które dwa dni temu najęłam.