— A! Na facjatce9 zapewne — odparł stróż i dodał. — Niech pani idzie na górę, otworzę zaraz.

Z małego kwadratowego podwórka, z dwóch stron otoczonego ślepym murem ceglastej barwy, a z dwóch in­nych starymi, drewnianymi drwalniami i spichrzami, ko­biety i dziecię weszły na wschody10 wąskie, ciemne i brudne. Młoda dziewczyna wzięła dziecię w objęcia i poszła przo­dem, kobieta w żałobie z wolna postępowała za nią.

Izba, której drzwi stróż otworzył, była dość obszerna, ale niska i ciemna, jedno niewielkie okienko, otwierające się nad dachem, źle ją oświetlało, sufit, pochylający się z góry na dół w ukośnej linii, zdawał się uciskać ściany, od których wiał wilgotny zapach wapna, jakim świeżo je znać11 pobielono.

W kącie obok pieca z prostej cegły był tam niewielki komin do gotowania, naprzeciw pod jedną ze ścian stała niewielka szafka, dalej jeszcze łóżko bez poręczy, kanapka podartym perkalem obita, stół na czarny kolor umalowany i kilka żółtych krzesełek ze słomianą siatką, w części porwaną i wklęsłą.

Kobieta w żałobie zatrzymała się chwilę na progu, obrzuciła izbę powolnym spojrzeniem, po czym, postąpiw­szy kilka kroków, opuściła się na kanapkę.

Dziecię stanęło przy matce i nieruchome, blade wo­dziło dokoła oczami, w których malowały się zdziwienie i przestrach.

Młoda dziewczyna odprawiła dorożkarza, który wniósł do izby dwa małe tłomoczki, i krzątać się zaczęła koło uporządkowania rzeczy z tłomoczków wyjętych.

Nie było ich wiele, porządkowanie więc trwało krótko.

Dziewczyna, nie zdejmując okrycia i kapelusza, ułożyła w jednym z tłomoczków parę sukienek dziecinnych i troszkę bielizny, drugi wypróżniony usunęła w kąt izby, łóżko zasłała dwoma poduszkami i wełnianą kołdrą, u okna zawiesiła białą firankę, w szafie ustawiła kilka talerzy i garnuszków, dzbanek gliniany do wody, takąż miednicę, mosiężny lichtarz i mały samowarek. Uczyniw­szy to wszystko, wzięła jeszcze zza pieca wiązkę drewek i rozpaliła na kominie wesoły ogień.

— Ot, tak — rzekła, powstając z klęczek i twarz zaru­mienioną od rozdmuchiwania płomienia zwracając ku nie­ruchomej kobiecie — rozpaliłam ogień i zaraz tu będzie pani cieplej i widniej. Drzewo na opał — mówiła dalej — znajdzie pani za piecem, będzie tam jego pewnie na jakie dwa tygodnie, suknie i bielizna w tłomoku, naczynia ku­chenne i kredensowe w szafie, świeca wprawiona w lich­tarz także w szafie.