— Tate — rzekł — myśl ty najwięcej o tej karaimskiej dziewczynie. Ona Meira psuje, a on psuje naszych synów. Ta nieczysta przyjaźń, którą oni ze sobą trzymają, wstydem jest wielkim dla całej familii naszej. Ty wiesz, tate, jaki u nas obyczaj jest. Żaden z prawych Izraelitów znać nie powinien przez całe życie swoje innej kobiety jak tę, którą rodzice jego za żonę mu dadzą...
— Nie powinien! — krzyknął gwałtownie reb Jankiel, a twarz Kalmana z różowej stała się pąsową. Czystość obyczaju ludzi tych była tak wielką, że siwe włosy na głowie mając, rumienili się oni ze wstydu przy rozmowie o „nieczystej przyjaźni” mężczyzny z kobietą. Zdawało się, że nawet pomarszczone czoło Saula oblekło się bladoróżową barwą.
— Ja Meira ożenię prędko! — rzekł.
Abram odpowiedział:
— Dopóki on karaimską dziewczynę widywać będzie, dopóty on żenić się nie zechce!
— A co z nią zrobić, żeby on jej nie widywał? — z rozpaczą prawie zawołał starzec.
Trzej stojący przed nim mężowie spojrzeli wzajem na siebie.
— Z nią trzeba coś zrobić — wymówili jednogłośnie.
Po chwili długiego milczenia, myślenia i wzajemnego na siebie patrzenia dwaj goście, skłoniwszy się przed Saulem, odeszli. Abram pozostał w izbie.
— Tate! — rzekł. — A jak ty jego ukarać myślisz?