— Ja płacząc proszę Jehowę, abym mógł czcić ojca mego...
Meir rękę jego pochwycił.
— Nu, to idź stąd! Idź stąd! Bo jak zostaniesz tu jeszcze trochę, nigdy już... nigdy... nigdy czcić ojca swego nie będziesz...
Młody człowiek mówił to z takim uniesieniem, że Eliezer zbladł trochę i zmieszał się bardzo.
— A jak ja pójdę teraz stąd? — szepnął. — Jeżeli oni o wielkim sekrecie rozmawiają...
Tu znowu zabrzmiał za ścianą głośniejszy nieco wykrzyk Jankiela:
— Chajet Szmul, nędzarz, i furman Jochel, złodziej... oni obydwa grube pieniądze wezmą...
— A chłopi, co wódkę wieźli? — zwołał Abram.
Jankiel zaśmiał się.
— Oni u moich szynkarzy z ciałami, duszami i dobytkami swymi w kieszeniach siedzą...