— Dobrze jemu, temu słońcu, — rzekł, — mnie nikt do kołyski żadnéj nie zanosił...
— A twoja matka nie zanosiła?
Chłopiec pochylił się tak nizko nad brzegiem sadzawki, iż zdawało się, że mówi nie do Marcysi, ale do wody.
— Moję matkę na mogiłki (cmentarz) zanieśli, jak tylko ja urodziłem się...
— A ojciec twój nie zanosił? — pytała daléj Marcysia.
Władek znowu mówił do wody:
— On mnie nigdy nie nosił, tylko wziął i zaraz do ciotki tu przywiózł...
— A ciotka nie zanosiła?
Władek podniósł twarz z nad wody i pięść ścisnął.
— Ona-by mnie nosiła! wiedźma ta! ona tylko krzyczéć, łajać i szturchać umié!