— Biéda! — rzekł.
— Biéda! — powtórzyła Marcysia, opierając brodę na ramieniu i kołysząc w obie strony malutką swą postać.
W ten sposób opowiedziawszy sobie wzajem historye istnień swych, umilkli. Władek piérwszy przerwał milczenie.
— Opowiedz-no jaką bajkę, — rzekł.
Dziewczynka myślała chwilę.
— Może o sierotce? — zapytała.
— Dobrze, — sennym głosem odpowiedział chłopiec.
Marcysia, po chwili namysłu czy przypomnienia sobie, mówić zaczęła:
— Między trawą, rutką taką zieloną... i... pokrzywą, człowiek znalazł raz na grobie siérotkę nieżywą...
Ostatnie wyrazy wymówiła wolniéj i nie zupełnie wyraźnie. Morzył ją sen. Usiłowała jednak mówić daléj i, obu piąstkami przecierając sobie oczy, zaczęła znowu: