Po zapisaniu recepty spojrzał znowu na Klotyldę, która, profilem zwrócona ku niemu, z zamyśleniem patrzyła w okno. Profil ten bardziéj jeszcze przypomniał mu mroczną kaplicę i rozpłakaną kobietę.
W téj chwili Klotylda, któréj się zdawało, że nikt na nią nie uważa, przesunęła zwolna rękę po czole i lekko westchnęła. Lucyan orzucił wzrokiem całą jéj postać, kształtną i smukłą; potém, oczy jego od błękitnéj przepaski przeniosły się na pochyloną nieco głowę, utonęły w bogactwie włosów, strojnych w smugi błękitne i zatrzymały się na białym profilu, którego linie były-by rozkoszą Fidyaszowego oka. Nikogo nie było w pokoju; Klotylda stała nieruchoma, sądząc zapewne, że doktor zajęty był jeszcze pisaniem; w końcu zwróciła nagle twarz ku niemu i dojrzała jego błyszczące, przykute do niéj spojrzenie. Oczy jéj nie były już w owéj chwili tak płonące, ani tak czarne, jak wprzódy, ale stały się ciemne, łagodne i smutne. Lucyan powstał i chciał się do niéj zbliżyć, gdy w tém ona sama postąpiła ku niemu i, podając mu rękę, rzekła:
— Mam nadzieję, że zechcesz pan zostać moim znajomym. Gdy mieszkam w Jodłowéj, przepędzam czas samotnie, jak pustelnica, i każdemu, kto mnie odwiedza, rada jestem bardzo.
Lucyan ukłonił się w milczeniu, Klotylda wydobyła z za przepaski zegarek i, patrząc nań, dodała:
Jeżeli chora nie potrzebuje ciągłéj obecności pana, to może pan zechcesz zjeść ze mną obiad. Jadam o godzinie szóstéj, a w téj chwili jest trzecia.
— Z przyjemnością skorzystam z zaproszenia pani, jeśli tylko pozwoli mi na to stan choréj — odpowiedział Lucyan z ukłonem.
Klotylda skinęła wdzięcznie głową, uśmiechnęła się i wyszła, a po chwili Lucyan słyszał, jak w przyległym pokoju żegnała Dembowskiego i jego córki. Stał, jakby czarem przykuty do miejsca, na którém z nią rozmawiał i, słuchając jéj głosu, pomyślał:
— Tak, najpewniéj jest to ta sama!
W godzinę potém, Lucyan oznajmił rodzinie Dembowskich, że chora nie jest i prawdopodobnie nie będzie zagrożona żadném niebezpieczeństwem, a uspokojona tém Magdzia rzekła do niego:
— Nie prawdaż, panie Lucyanie, że pani Warska jest bardzo piękna?