Pan Onufry z gracyą ujął gitarę, brzęknął po strunach i, z przymileniem zwracając się ku pannie Dembowskiéj, zaśpiewał ochrypłym basem:

Niech mnie pani kocha,

Niech mię pani lubi

Przynajmniéj choć trocha,

Bo mię pani zgubi.

— Ach, stare jak świat! — zawołała Elżunia — słyszałam już to tysiąc razy. Proszę o co innego.

Onufry Harasimowicz znowu brzęknął po strunach, ale tą razą sentymentalnie zwiesił głowę na piersi i zawiódł żałośnie:

Pytasz mnie, Klimeno, czego wzdycham?

Bo kocham!

Pytasz mnie, Klimeno, czegom smutny?