— Marylka mówiła mi, że ona sama, ubierając się raz, powiedziała jéj: czy wiész, że jechałam do Warszawy z twoją ciotką w jednym wagonie?

— Czy nie było z państwem innéj jeszcze damy?

— Nikogusieńko, tylko ja, ona i pański przyjaciel.

— A czy miała wtedy jaki pierścień na ręku? nie uważałaś pani?

— A jakże, ten sam co dziś, panie mój kochany, od razu poznałam.

Lucyan przypomniał sobie, że w istocie widział dziś na palcu Klotyldy pierścień z wielkim brylantem. Nie było wątpliwości: pani Warska była tą samą kobietą, która tak żywo zajmowała Karłowskiego.

— Co ty się tak dopytujesz o to, Lucysiu? — spytała Dolewska, ze zdziwieniem słuchając żywéj rozmowy syna z Owsicką.

— To długa historya, moja matko — odpowiedział Lucyan i szedł daléj, zamyślony i milczący.

— Lucysiu, trzeba koniecznie, żebyś pojechał do Jodłowéj. Pani Warska tak uprzejmie cię zapraszała — rzekła, na ganku swego mieszkania pani Dolewska.

— Pojadę tam, moja matko, jak tylko wrócę od pana B. — stanowczo odrzekł Lucyan.