A pani Dolewska szła z plebanii do domu, w towarzystwie Owsickiéj i syna.
— Czy wié pan Lucyan — wołała pani Anna — że ja z panią Warską jechałam w jednym wagonie do Warszawy, i nic nie wiedziałam o tém?
— A to kiedy?
— A wtedy, kiedy to i przyjaciel pana Lucyana jechał, jak się nazywa?...
— Karłowski?
— To, to, to, Karłowski! Otóż ja jechałam, panie mój kochany, on jechał i ona jechała, ale tak zasłoniła się welonem, że i twarzy jéj widać nie było.
— Czy to było wtedy, jak Karłowski wracał z N. do Warszawy?
— A wtedy, wtedy, jak dziś pamiętam.
Lucyanowi dziwnie się jakoś zrobiło. Przypomniał sobie historyą o kameleonie i poczuł ściśnienie serca na myśl, że kameleonem tym mogła być właśnie Klotylda.
— A zkądże pani wié, że to była pani Warska? — zapytał.