I zeskoczywszy na ziemię, odsunęła kamień na dawne jego miejsce, a sama szybko przebiegła dziedziniec. W bramie spotkała idącego ku domowi Lucyana.

— Dobry wieczór panu — rzekła, zbliżając się trochę nieśmiało.

Lucyan nie słyszał.

— Dobry wieczór panu — powtórzyła tak już blizko, ze musiał na nią spojrzéć.

— Dobry wieczór pannie Waleryi — odrzekł Lucyan, uśmiechając się bladym i martwym uśmiechem.

— Czemu pan tak dawno u nas nie był? — spytała Walerka, podnosząc ku jego twarzy swoje błękitne, łagodne oczy.

Lucyan popatrzył na nią przez chwilę, a potém, jakby sobie coś przypomniał, rzekł:

— Dziękuję pannie Waleryi za kwiaty, które stawiasz codzień na mojém oknie.

Walerka zmieszała się i spuściła oczy.

— A zkąd pan wié, że to ja tam stawiam te kwiaty? — spytała, mnąc w palcach koniec swéj muślinowéj chusteczki.