Zaledwie zamknęły się drzwi od pokoju Lucyana, przez otwarte okna doszedł uszu trzech kobiet odgłos pocztowego dzwonka.

— Rzadka to rzecz — odezwała się Rzepowa — usłyszéć teraz dzwonek pocztowy, od czasu jak zbudowali maszynę.

Pani Owsicka, która od bytności swojéj w Częstochowie, lubiła niezmiernie rozprawiać o podróży maszyną, rozpoczęła na ten temat długie opowiadanie. Była już jednak u końca i Gawełek pani Rzepowéj zajechał już przed ganek, gdy otworzyły się nieco drzwi od sieni i ukazała się przez nie głowa rozczochranego chłopaka.

— Czego chcesz, Julku? — spytała Dolewska.

— Na pocztę, proszę pani, przyjechał jakiś pan z daleka i chce widziéć się z panem doktorem.

— A nie wiesz, kto to taki?

— Nie wiem, proszę pani; ale musi być jakiś bogaty pan, bo jedzie pięknym koczem, a pocztylionowi, co go przywiózł, dał rubla tryngieltu.

— A dokąd ten pan jedzie, czy nie wiész? — spytała zaciekawiona Owsicka.

— Do Jodłowéj podobno.

W téj chwili we drzwiach swego pokoju stanął Lucyan. Słyszał widać całą rozmowę, bo rzekł do chłopca: