Nieznajomy młodzieniec zwrócił ku mówiącemu łzawe spojrzenie, przetarł ręką czoło, wstrząsnął długiemi włosami i odpowiedział głosem, w którym drgało najwyższe politowanie:
— Jak-to! pan jéj nie znasz?!
— Właśnie... — zaczął Cypryan.
Ale nieznajomy przerwał mu, wznosząc oczy ku płonącemu w górze świecznikowi:
— Jak-to? pan jéj nie znasz? — powtórzył. — I na jakież pustkowie, nierozświecone jéj bozkiém obliczem, rzuciły pana zawistne losy?
— Nie znam téj pani z prostéj przyczyny — odparł Cypryan — żem rok prawie cały przebył za granicą, a przed wyjazdem moim nie mieszkała tu ona zapewne.
Młodzieniec słuchał go, zawsze z wyrazem najwyższego zdumienia, a gdy skończył mówić, pochylił się ku niemu i rzekł z tajemniczą miną:
— Wiész pan, kto ona jest?
— Jest to właśnie wszystko, czego dowiedziéć się pragnę.
— Sfinx — szeptał nieznajomy — tajemnica.... anioł i szatan...