W czasie téj rozmowy, pani Grodzicka cicho rzekła do pana Dembowskiego:
— Czy wiész, panie Dembowski, pan Lucyan taki dobry, że już blizko od roku uczy mego chłopca.
— Poczciwy z kościami człowiek, mosanie tego — odszepnął szlachcic tak cicho, że aż się okna zatrzęsły.
— Mieczku, idź weź z woza pana Dembowskiego worek z kartoflami i kosz z jajami i wnieś do śpiżarni.
— A niech ci tam mój Janek pomoże — rzekł pan Dembowski.
— Dobrze, matko, pójdę! Ej, ja i bez Janka zaniosę, ale co za to będzie?...
I, zatrzymawszy się na środku pokoju, figlarnie patrzył na obecnych.
— Ot, co będzie za to, chłopcze — rzekł Dembowski, dobywając z kieszeni duże czerwone jabłko.
— Dziękuję panu — odrzekł chłopak — ale ja chcę czegoś od pana Lucyana.
— Czegoż ty ode mnie chcesz, Mieczku?