— Zdaje mi się, panie Kwiatkowski, że jeżeli ludzie w rzeczywistych barwach świat widzą, nie przeszkadza to, aby prawdziwa poezya...

— Pani! — zawołał poeta, gwałtownie cofając się z fotelem — i z twoich-że to bozkich ust przychodzi mi słyszéć najstraszniejsze bluźnierstwo? O, teraz poezya powiedziéć może tobie pani: — et tu, Brute, contra me?

— Owszem, ja kocham poezyą — przerwała kobieta i figlarnie dodała: — szczególniéj mistyczną.

— O mistycyzm! — zawołał ułagodzony wieszcz — mistycyzm to kwiat poezyi! Łatwo napisać coś tak, aby wszyscy śmiertelnicy ciasnym swoim umysłem zrozumieli myśl wieszcza; ale wydobyć z jaźni swojéj akordy niezrozumiałe pojęciu lichych robaków, a śpiewać dla gwiazd, obłoków, strumieni, śpiewać dla kwiatów, aniołów i duchów... to jest dopiéro szczyt, do którego wznieść się musi wyłoniona z piersi prawdziwego wieszcza poezya. Mistykami byli Juliusz, Zygmunt...

— To téż poezye pana — rzekła znowu z udaną powagą gospodyni domu — mają głębokie piętno mistycyzmu; zbliżają się one formą do arcydzieł Krasińskiego...

— Jakto, pani — z nowém oburzeniem zawołał drażliwy wieszcz — jakto! ja, ja! miałbym naśladować! jakto! pani posądzasz mego ducha o niewolnicze zginanie hardego czoła przed modłą chociażby mistrzowską! Widzę, że, jak zwyczajnie, jestem zapoznany... Nie, pani — dodał z goryczą i godnością — nie naśladuję nikogo, jestem zawsze wierny sobie samemu i zawsze oryginalny.

I opierając zbolałą głowę o tylną poręcz fotelu, pogrążył się w gorzkiéj ironii milczenia, a w braku rzymskiéj togi, któréj poważnemi fałdy mógł-by owinąć swój obrażony majestat, pełnym godności ruchem zapiął frak, aż po samę szyję.

— Któż-by mógł zaprzeczyć panu zupełnéj, wyłącznéj oryginalności? — rzekła gospodyni domu. — Ale zostawmy na późniéj rozprawy o poezyi — dodała — bo dziś mam pana zapytać...

— Tak, pani — przerwał poeta — tak, pani, jestem zupełnie, wyłącznie oryginalny i nawet śmiem twierdzić, że daném mi będzie na nowe a nieznane dotąd tory wprowadzić poezyą polską. Czego, ażeby dać pani dowód, przeczytam jéj mój najnowszy, bo wczoraj dopiéro ukończony, poemat o dyable Borucie.

I mówiąc to, sięgnął do kieszeni fraka, z któréj sterczał zwój papierów.