— A cóżbyś zrobiła?

— Nie powiem, bo będziecie się śmiały.

— Nie będziemy, tylko powiedz, powiedz!

— No, to już powiem, nie śmiejcie się ze mnie. Oddała-bym wszystko panu Lucyanowi.

— Panu Dolewskiemu? — zawołały siostry — a tobież, Magdziu, zkąd on do głowy przyszedł?

— Ot, tak! ni ztąd, ni z owąd — odparło dziewczę — może od téj gwiazdki, co nad naszym domem świeci, może od téj jodły, co nad nami szumi. Alboż to on piérwszy raz przyszedł mi do głowy?

— Ej, Magdziu, Magdziu! — pogroziła starsza siostra.

— No i cóż w tém złego?

— Już to ja dawno spostrzegłam, że ty się zakochałaś w panu Lucyanie.

— Ej, zakochałam, to nie; ale on taki dobry! — odrzekła Magdzia, cała płonąc rumieńcem.