— Nie powiedział! — wykrzyknął Damian. — Breszecie! Nic nie powiedział...
I jakby chciał burze nowych zapytań od siebie i snadź ulubionej dziewczyny odpędzić zaraz, dodał:
— Chcecie? To jeszcze jedną powiem!
Filuterny uśmiech rozsuwał tłuste jego policzki, z czarnych oczu śmiech tryskał.
Maleńkaja, czornieńkaja
Wsiu kołodu woroczaje.156
— Nu, szto heto?157 — zapytał, garścią usta zakrywając.
Nastula w szerokim śmiechu bezzębne usta otworzyła i ramionami ku niemu zamachała:
— Oj, kab ty skis z zagadką taką! Oj, nie raz i nie dwa słyszała już tę zagadkę! Toż to — pchła!
Głosem zduszonym przez garść, którą usta zakrywał, potwierdził: