— Wrzuć! — wyrzekł mąż.

Miedziany pieniądz zniknął we wętrzu skarbonki, a pani Aniela, rozpinając suknię, rzekła:

— Ciekawam, ile już tam być może?

Po chwili zaczęła znowu:

— Uczy się doskonale, jest drugim uczniem w klassie; a wczoraj mówił mi, że, gdyby tam nie wiem co, na przyszły rok musi być pierwszym...

Szeptem, do głębokiego westchnienia podobnym, pan Marcelli odpowiedział:

— Dzięki Bogu!...

A gdy pani Aniela zdmuchnęła lampkę, w ciemności zaczął jeszcze:

— Żeby nie ty i nie Julek...

Nie dokończył, bo w téjże chwili pani Aniela, czarodziejską mocą jakąś uśpiona, zachrapała przeciągle i głośno.