Przebrnąwszy potok, oczyma powiodę,
Aż pastereczek bieży7 ku mnie kilka;
Z temi się witam, chwytając za szyje,
Wnet jedna drugą szczesze8, splecie, zmyje.
Usiędziem sobie pod jaworem ciemnym
Nad czystem źródłem pryskającej wody:
Ze skał fontanny natura, foremnym
Kunsztem, zrobiła pasterzom ochłody;
Nic nam słoneczny upał nie dokuczy
Jawor zaszumi, a strumyk zamruczy.