— Któż to?
— On!
Wymówił to słowo półgłosem z czcią mistyczną, zwracając oczy na wschód. Miał na myśli mistrza Bakunina, Wielkiego Niszczyciela.
— On jeden zdolny wymierzyć wielki cios! — ciągnął dalej. — Twoi uczeni, plotący o powolnym rozwoju, to pluskwy. Nim miną trzy lata, Międzynarodówka stanie się w jego ręku narzędziem, mieczem, który zniweczy zgniłe społeczeństwo.
Stefan wytężył słuch, chciał się dowiedzieć coś bliższego o tym kulcie zniszczenia, o którym mówił maszynista tak niejasno, jakby chciał zachować dla siebie tajemnicę.
— Powiedzcie mi nareszcie... Jaki macie cel?
— Zniszczyć wszystko... narodowości, rządy, własność, Boga, religię!
— Dobrze, ale cóż z tego wyniknie?
— Powróci komunizm pierwotny, bez form, wstanie nowy świat i wszystko zacznie się od początku.
— A środki do celu? Jak chcecie to osiągnąć?