Bébert protestował.

— Wiedz o tym, że musisz mi dać kawałek! Ja przecież zdobyłem, a nie ty!

— Ha... co? — wykrzyknął Jeanlin. — Dostaniesz, jeśli co zostanie z tego, ale jutro... nie dziś!

Potrącił Lidię, ustawił ich w rząd jak żołnierzy. Potem stanął z tyłu i rozkazał:

— Macie tak stać przez pięć minut... nie oglądając się... Do licha, gdyby się które obejrzało, wypadną dzikie zwierzęta i pożrą was. A po pięciu minutach pójdziecie prosto do kolonii. Gdybyś, Bébert, tknął tylko Lidię, natychmiast dowiem się o tym i zbiję cię na kwaśne jabłko!

Znikł w ciemnościach tak zwinnie, że nie słychać było nawet stąpania jego bosych nóg. Dzieci stały bez ruchu długą chwilę, drżąc ze strachu, że wyłoni się z ciemności ręka i zbije oboje w razie nieposłuszeństwa. Pod wpływem obawy przed Jeanlinem wytworzył się między Lidią a Bébertem rodzaj sympatii. Bébert rad by był objąć dziewczynę, jak to czynili inni, a ona też nie byłaby od tego, przeczuwając, że kochałby ją czule i traktował inaczej jak Jeanlin. Ale żadne nie odważyło się na opór. Poszli, nie dotknąwszy się nawet, w ciemności kroczyli obok siebie smutni i pewni, że za pierwszym pocałunkiem tyran ich wypadłby skądś i ukarał ich.

Stefan właśnie o tym czasie stanął w Requillart. Mouquette prosiła go, by przyszedł, i uczynił to mimo pewnego wstydu. Nie przyznawał się wobec siebie, że poczyna nabierać upodobania do tej dziewczyny, która go ubóstwiała. Przyszedł zresztą po to, by zerwać, by jej wyjaśnić, że wdawać się z nią nie może, ze względu na towarzyszy. Nie czas teraz oddawać się rozkoszom miłości, gdy oni przymierają głodem. Ale nie zastał jej w domu, postanowił więc zaczekać w pobliżu. U stóp starej wieży znajdował się na pół zatkany otwór szachtu opuszczonego. Jedna belka sterczała jak szubienica nad dziurą, z której wyrastały dwa spore już drzewa. Wejście było zarosłe i dzikie jak urwisko nad przepaścią. Walały się tu po ziemi belki, liny, śmieci i odpadki wszelkiego rodzaju. Stary szacht miano niedługo zasypać, ale chciano przedtem ukończyć budowę wielkiego wentylatora dla Voreux, której sztolnie dochodziły aż tutaj. Na razie więc inwalida służył za wentylator. Poprzestano na podparciu stemplowania ścian tu i ówdzie poprzecznicami, co nie dozwalało zarazem na wydobywanie węgla, górne galerie zostawiono własnemu ich losowi, w dolnej tylko zapalono ogromne ognisko, co wytwarzało tak piekielny żar i przeciąg, że powietrze z sąsiedniej kopalni pędziło tutaj z szybkością huraganu.

By dostać się w razie potrzeby na dół, zostawiono drabiny i miano je nawet od czasu do czasu naprawiać, ale nikt się o to bardzo nie troszczył, toteż gniły powoli, tak, że chcąc się dostać do pierwszej, trzeba było uchwycić się korzeni drzew rosnących nad otworem i szukać nogami szczebla.

Stefan stał ukryty za krzakiem, gdy nagle usłyszał szelest. Myślał zrazu, że to jaszczurka spłoszona ucieka, ale po chwili ujrzał błysk zapalonej zapałki i ze zdumieniem zobaczył Jeanlina. Chłopak zapalił świecę i znikł po chwili w szachcie.

Ciekawość ogarnęła Stefana. Zbliżył się i dojrzał światło i malca już na drugiej drabinie. Zawahał się potem chwycił się korzeni drzewa i zawisł nad przepaścią. Już myślał, że będzie musiał skoczyć w niezmierną głąb, już poczęły mu cierpnąć ramiona, gdy dotknął nogą szczebla. Pomału począł schodzić w dół. Jeanlin widocznie nie dosłyszał żadnego hałasu, gdyż złaził dalej spokojnie. Świeca rzucała migotliwe błyski na ściany, a sylwetka chłopca rysowała się na nich poczwarnie jak kształt stwory jakiejś o olbrzymiej głowie i powykręcanych członkach. Ze zręcznością małpy dzieciak czepiał się szczebli to rękami, to nogami, często zwisając na zrębie. Co siedem metrów poczynała się nowa drabina. Jedne były całe, jeszcze inne trzeszczały i chwiały się jakby miały zaraz się zapaść. Tu i ówdzie widniały zielonawe otwory chodników poziomych, grunt był rozkisły i miękki jak mech, a z każdą drabiną nową upał rósł w zatrważający sposób. Szczęściem teraz w czasie strajku ognisko tliło ledwie, niepodobna było sobie wyobrazić żaru panującego tutaj, gdy w czasie pełnej pracy codziennie podsycano je pięciu tysiącami kilogramów węgla.