Chciał przytoczyć powody, ale nie dała mu mówić.

— Nie powtarzaj tego... albo, mimo że jestem kobietą... dam ci w twarz! Przez dwa miesiące głodowaliśmy, wysprzedałam wszystko, dzieci mi się pochorowały... i to wszystko miałoby być daremne? Niesprawiedliwość i wyzysk miałyby się rozpocząć na nowo? Gdy pomyślę o tym, krew we mnie kipi. Nie! Nie! Raczej podpalę dom i wyzabijam wszystkich, niżbym się miała poddać!

Dzikim gestem wskazała na męża:

— Słuchaj, gdyby mąż mój zgodził się wrócić do pracy, stanęłabym na środku drogi, wobec wszystkich napluła mu w twarz i powiedziała, że jest nikczemnikiem!

Stefan nie widział Maheudy w ciemności, ale bił od niej taki żar, jak od zwierzęcia dzikiego gotowego szarpać. Cofnął się więc zdumiony wściekłością, którą wywołał. Nie mógł poznać dawnej Maheudy wyrzucającej mu jego gwałtowność, nie życzącej nikomu śmierci. Teraz nie słuchała rozsądnych wyjaśnień i dowodów i chciała wszystkich dokoła mordować. Teraz nie on, ale ona politykowała, chciała zmieść z powierzchni ziemi burżuazję, chciała republiki i gilotyny, by świat oczyścić z bogaczy tuczących się krwawą pracą nędzarzy.

— Tak... — wołała — rozdzierałabym ich własnymi rękami! Dość nędzy, dość cierpień, na nas teraz kolej... wszak sam to mi mówiłeś! Gdy pomyślę o wszystkich minionych pokoleniach naszej rodziny, które żyły w nędzy z ich łaski, i moich dzieciach i wnukach, które dręczyć będą, szał mnie ogarnia i szukam noża! Głupstw tylko narobiliśmy przed paru tygodniami! Trzeba było zniszczyć całe Montsou, nie zostawić kamienia na kamieniu!... I wiesz co... wiesz, czego żałuję? Oto tego, żeśmy przeszkodzili dziadkowi, gdy chciał zadusić córkę tych łajdaków z Piolaine! Moje dzieci także giną z ich winy!

Słowa te padały w mroku niby ciosy siekiery. Niebo otworzyć się nie chciało biedakom, promienny ideał zmieniał w truciznę zakażającą ich mózgi.

— Nie zrozumieliście mnie — mógł wreszcie wtrącić zabierający się do odejścia Stefan — chciałem mówić o ugodzie z Kompanią. Wiem, że kopalnie ponoszą ogromne straty z powodu strajku i z pewnością ugoda doszłaby do skutku.

— Nie, nic z tego! — krzyknęła.

W tej chwili wrócił Henryś i Lenora z próżnymi rękami. Jakiś pan dał Lenorze wprawdzie dwa sous, ale poczęła się bić z bratem i pieniądz upadł w śnieg. Jeanlin szukał też razem z nimi, ale nie znaleźli monety.